Strona o miodzie i produktach pszczelich

Bajanie wieczorne

Trzeba zacząć od tego, że w Polsce nie ma nie tylko trutowisk, ale miejsca do ich organizacji. Kiedy w latach `60 zaczynano próby ze sztuczną inseminacją, istnieli jeszcze pszczelarze starej daty i niektórzy działacze, którzy z maniakalnym uporem propagowali trutowiska. Starzy pszczelarze nie wyobrażali sobie innej metody unasieniania w czystej rasie. O tych faktach mieli wiedzę znacznie młodsi działacze i mimo tego optowali za trutowiskami. Z czasem sprawa sama się wyjaśniła, bo złośliwi nazywali trutowiska „miejscami kopulacji dla różnych działaczy i ważnych osobistości”.

Kiedy się wydawało, że ostatecznie odpuszczono sobie trutowiska, powstał projekt sprawdzenia helskiego półwyspu. Po upewnieniu się, że na pewno nie ma tam pszczół, przywieziono uliki z matkami, ale bez trutni. Chodziło o sprawdzenie, czy 16 km wody Zatoki Puckiej będzie dostatecznie chroniło matki.

Po sprawdzeniu ulików wyszło szydło z worka. Cześć matek zdołała się unasienić.

Kiedy słyszę pomysły wieczornego unasieniania, a raczej bajania o czystym unasienianiu wybranymi trutniami, ogarnia mnie rozbawienie. Dobrze, że nie mam zajadów, bo szczery śmiech byłby bardzo bolesny.

Pomysł jest równie stary, co pszczelarstwo i był wielokrotnie negatywnie weryfikowany, ale pojawiają się kolejni kontynuatorzy.

Będąc po matki u hodowcy usłyszałem, że jego matki są tak samo dobre jak z trutowiska.

– ???

– Przetrzymuję matki i trutnie za kratą, a wraz z nadchodzącym wieczorem, kiedy nie ma już innych trutni, wypuszczam je na unasienienie.

Skądinąd wiem, że metoda nie jest wiarygodna i dlatego zaproponowałem mu dwa doświadczania.

1. Niech wypuści matki wieczorem, ale bez trutni i później przekona się, czy pozostały dziewicami.

2. Matki krainki (ciemne) otrzymają żółte trutnie. Po wieczornym unasienianiu, pszczoły powinny być pasiaste.

Umówiliśmy się, że za dwa dni przywiozę ze swojej pasieki żółte trudnie, aby było ich więcej, bo z trzech rodzin może być za mało. Przywiozłem żółte trutnie z pięciu uli. Zostały wrzucone do uli, z których będą żółtki wypuszczane, a przy okazji odpoczną po podróży. Rodziny dostały syrop i czekaliśmy do wieczora. Czerwone wieczorne słońce było już nisko i wtedy uwolniliśmy matki i trutnie.

Kiedy po miesiącu się ponownie spotkaliśmy, hodowca minę miał nietęgą. Bez pytania, sam powiedział, że miałem rację. Więcej żółtych pszczół było w ulach z matkami lecącymi na godowy lot w okołopołudniowych godzinach.

Zapewne dla poprawy nastroju stwierdził, że dla klienta taka opowieść o wieczornym unasienianiu (bajaniu) nobilituje hodowcę i kupującego, który innym pszczelarzom snuje opowieści, jakie to dobre ma pszczoły po „wieczornych” matkach.

Jeżeli ktoś będzie snuć bajania o trutowiskach, czy innych metodach czystego unasieniania, to można mu powiedzieć, aby się wstrzymał z bajkami do czasu, kiedy w TV będzie wieczorynka. Może choć dzieciaki jemu uwierzą.

Myślenie nie boli i sięgnijmy pamięcią do wiedzy i historii naszego pszczelarstwa. Dawno mieliśmy pszczołę środkowoeuropejską, ale już za czasów zaborów były importy matek z Kaukazu. Są dawne ogłoszenia reklamowe oferujące te matki. W zaborze pruskim zaczęła królować Nigra będąca środkowoeuropejską, ale o cechach krainki. Zabór austriacki oprócz importów miał swoje krainki. Pamiętajmy o włoskich matkach sprowadzonych do Łowkowic i nie tylko.

Po wojnie, słusznie zauważono, że nie ma dobrego materiału i zaimportowano od matek kaukaskich po krainki (C-10, CT-46). Były „Rumunki”, Karpatki, itp. Nawet nie wspominam o zapomnianej „Szara L-2”, czy zbastardowanych złośliwych środkowoeuropejskich.

Pamiętajmy, że w latach `60 sprowadzono na lubelszczyznę ok. 200 buckfastów, które odbijają się czkawką, bo rozsiały swoje geny, a pojawiające się pasiaste pszczoły mogą służyć za broń masowego rażenia. Ostatnie trzydziestolecie obfituje w totalny import od Nepalki, przez rozmaite włoszki, krainki, buckfasty i rozmaite egzotyczne rasy.

Jak w takiej sytuacji można mówić o izolacji trutowiska?

Skoro buckfasty są w cenie, to każdy polski pszczelarz może zostać ich hodowcą. Przecież jego rodzime pszczoły naturalnie unasieniane mają więcej genowego mixu niż niejeden buckfast. Potrzeba jedynie dobrej reklamy i – bajania. Najlepiej bajania wieczornego.

Bartłomiej Rój

Ciąć, czy nie ciąć – oto jest pytanie?

Ciąć, czy nie ciąć – oto jest pytanie?
Gdyby Hamlet był pszczelarzem, to nie wołałby To be, or not to be, tylko ciąć, czy nie ciąć. Czesi nie mają takich duchowych rozterek i szekspirowskie zapytanie “Być albo nie być – oto jest pytanie” – tłumaczą jako: “Bytka abo ne bytka – to je zapytka”. Problem w tym, że to nasza polska transkrypcja, aby było śmieszniej.
Mnie się rozłazi o cięcie skrzydełka matce pszczelej i w tym przypadku hamletowskie zapytanie jest jak najbardziej na miejscu. Tak jak w oryginale, mamy dylemat – ciąć, czy nie ciąć.
W przypadku matek zarodowych, czy reprodukcyjnych nie mamy wyboru, bo to hodowca dostarcza nam rasowe insekty z przyciętym skrzydełkiem.
Wielu pszczelarzy też przycina skrzydełka złapanym matkom użytkowym. Wszyscy wierzą, że taka matka będzie latać po spirali, kiedy zechce lecieć z rojem. Problem w tym, że pszczoły są zawsze krok przed pszczelarzem.
Nie wiem, czy widzą, czy w inny sposób się dowiadują, że matka ma skrzydełko krótsze i będzie lecieć jakby walnęła co najmniej pół litra i to nie miodu. Pszczoły są podłe i psują nam robotę, bo kierują do matki zastęp fryzjerek, które przycinają jej żuwaczkami drugie skrzydełko dla równowagi.
Tak ufryzowana matka już nie leci jak nawalony pijak, ale w miarę prosto. Może nie za wysoko i nie za szybko, ale leci. Dla nas, też to jest rozwiązanie, bo cenna matka nie ucieknie ani daleko, ani wysoko. Również nie spierniczy nam wielki rój z matką użytkową.
Jak zawsze są oponenci, którym przycinanie skrzydełek nie odpowiada. Dla nich nie ma znaczenia, że sami tego nie próbowali. Oni wiedzą lepiej.
Mam, a raczej miałem znajomego, bo się mocno na mnie obraził – starszego pszczelarza, który był przeciwnikiem przycinania skrzydełek.
Pewnego razu zastał mnie z nożyczkami przy ulu i zaczął swoją tyradę. Kiedy doszedł do tego, że to nie po bożemu, wtedy mu przerwałem pytając:
– A jak Jezusa mającego osiem dni życia obrzezano, to było po bożemu?
Gdybyście widzieli, jak się facet zapowietrzył. Zrobił się czerwony na twarzy niczym indor, łapał powietrze jak wigilijny karp i bez słowa pożegnania poszedł.
Zastanawiałem się, co takiego mu powiedziałem. Przecież to wszystko prawda i w dodatku zapisana. Na dokładkę obrzezanie niczemu nie służy, a przycięcie skrzydełka ma znaczenie.
Może dla spokoju sumienia niektórych pszczelarzy warto przycięcie skrzydełka jakoś religijnie podeprzeć, bo niektórych apopleksja może trafić na wspomnienie o obrzezaniu.
Niezależnie od kanonów wiary, moje matki są obrzezywane, a ja mam spokój z rojami, bo jeżeli wyjdzie, to jest nisko i blisko. Bajki o wymianie matek z przyciętym skrzydełkiem są bajkami, bo jak mają wymienić, to wymieniają i tą z całymi, jak i tą z krótkim skrzydełkiem. Mam reprodukcyjne matki w podeszłym pszczelim wieku i mimo krótszego skrzydełka nie są wymieniane. Dla nas przycięte skrzydełko jest bezspornym dowodem w przypadku utraty opalitki, mamy naszą hodowlaną matkę, a nie dzikusa.
Tym, którzy lubią nadrzewne emocje i biegi za uciekającym rojem pozostawiam matki bez obrzezania.

Bartłomiej Rój

4 x zwalczałeś warrozę, pszczoły i tak padły ci w zimie lub na wiosnę.

Albo były takie silne jesienią a takie słabiutkie są wiosną?

Dlaczego?

Wielu pszczelarzy „bije się z myślami”: co ja zrobiłem źle?

Pytanie pozornie dziwne.

Jeśli jesteś pedantem, zwalczałeś dokładnie, to pszczoły powinny przeżyć?

Panowie, z pszczółkami nigdy nic nie wiadomo do końca, powiedzenie Tomka Miodka.

Jeśli leczyłeś pszczoły u siebie to jest okey.

Ale twój sąsiad albo ktoś w okolicy do 3 km też ma pszczoły zarażone warrozą.

Jeśli pszczółki u sąsiada słabną to nasze zdrowe lecą na rabunek, przynoszą miód i cudzą warrozę do naszego ula. Może to być w ciepłe dni pazdziernika, listopada, grudnia czy stycznia.

Druga sprawa.

Pszczoły z roju bez matki opuszczają swój ul i wędrują do silnej rodziny, trzepocą skrzydełkami na znak podaństwa, są akceptowane i też przemycają warrozę.

Dlatego w ciepłe dni należy czasem skontrolować, co nasze pociechy kombinują i z kim się zadają?

Wtedy trzeba je polać kwasem szczczawiowym lub mlekowym.

Kajetan Warat

15 kwiecień – fotorelacja z pasieki

rzepak pole

Oceniam, że rzepak rozpocznie kwitnienie za 2 tygodnie.

pszczoła na mniszku

Pomału pojawiają się kwiaty mniszka i oczywiście pszczoły też to zauważyły.

oblot młodych pszczół

Oblot młodej pszczoły – Elgonik

pszczoły na kwiatach sliwy

Śliwka to pierwsze owocowe drzewo które kwitnie w moim ogrodzie.

kwiaty klonów

Drugi dzień kwitnienia klonów.

wosk pszczeli

Wytopiony wosk, jak na razie tyle udało się wytopić wosku z wycofanych ramek po zimie.

temperatura w słońcy

Tyle dziś było w słońcu. Pozdrawiam TM

Kwas mrówkowy. Na dennicy czy na powałce?

 

Szukałem w sieci odpowiedzi na pytanie jak stosowac kwas mrówkowy na warrozę? Znalazłem sprzeczne opinie i teraz nie wiem, co pomaga a co szkodzi?

Widzę na waszej stronie kilku rozsądnych pszczelarzy, którzy może stosowali już ten środek. Podzielcie się waszym doświadczeniem.

Co jest w sieci?

1. W sprzedaży mamy kwas mrowkówy 85%. Zaleca się stosowanie kwasu 60%, bo taki jest mniej szkodliwy dla pszczół, a tak samo niszczy warrozę? Jaki stosować? Należy go rozcieńczyć dodając 15% wody?

2. Podobno stosowanie kwasu mrówkowego uszkadza w 50% płodność matki? Prawda czy ściema?

3. Opary kwasu mrówkowego są cięższe od powietrza, opadają na dół i sa skuteczniejsze. Dlatego należy pojemniki z nim lepiej umieścić na powałce. W sieci spotkałem 2 filmy z kwasem ułożonym na dennicy. Nie ma żadnego na powałce.

4. Na filmie 1: Młody Polak stosuje kwas pojemnikach na niskiej dennicy. Twierdzi: Powoli odparowuje i dlatego jest skuteczniejszy.

Na drugim filmie: Stary Austriak leje 40 ml kwasu bezpośrednio na otwarty wetex na tacy steropianowej i wsuwa go od tyłu na wysoką dennicę. Ten szybko odparowuje i lepiej działa. Pszczoły przeżywają terapię i podobno dobrze się mają?

5. W jakim okresie stosować kwas, który wchodzi wszędzie, nawet w wosk?

Jeśli zastosuję go 2 razy (kwiecień/maj) co 2 tygodnie do gniazda to osiądzie tylko na tej woszczyźnie. Jak po założeniu nadstawek nie będę już zwalczał warrozy to nie będzie go chyba już w miodzie towarowym?

Co wy wiecie na ten temat?

Podzielcie się waszą wiedzą i doświadczeniem?

http://www.youtube.com/watch?v=0znRiTbqKqk&feature=mfu_in_order&list=UL– Austria: Ameisensäurenbehandlung 40 ml na ul od 4 minuty i 30 sekundy

https://www.youtube.com/watch?v=qGXhHSIO1Io dozowniki Polska

Kajetan Warat

Mój pierwszy ul

Mój pierwszy ul

O tobie, najczęściej przypominają sobie w chwilach potrzeby. Kiedy podjechał do mnie od bardzo dawna niewidziany szkolny kolega, wiedziałem, że coś chce. Trudno było go poznać – przytył, wyłysiał i tylko jak dawniej nie rozstawał się z papierosem.

– Co cię Zdzichu sprowadza?

– Zostałem pszczelarzem.

– ????

– Kupiłem jeden ul i chyba jest bez matki, bo nie umiem jej znaleźć.

– Opowiadaj wszystko od początku.

Wydałem ponad trzy stówy. Są pszczoły, ale nie wiem, czy jest matka.

– Wiesz jak matka wygląda?

– Nie za bardzo.

Skąd wiesz, że jej brak?

– Bo jej nie widziałem.

– Jak mogłeś widzieć, kiedy nie wiesz jak wygląda?

– No tak.

– Chodźmy do mojej pasieki, bo jest dostatecznie ciepło. W moim ulu poszukasz matki.

….

Ul otwarty, pszczoły spokojne jak baranki, a ten dymi prosto do ula, jakby chciał uwędzić całą zawartość!

– Ku**wa! Przestań dymić! Kiedy są spokojne, to się nie dymi. Nie dymi się do ula, a jedynie po wierzchu, aby zmusić pszczoły do wejścia do ula. Szukając matki nie powinno się używać dymu. Jeżeli już, to tylko tyle ile trzeba, aby uniemożliwić pszczołom start.

– Acha.

– -Delikatnie wyjmuj ramki i szukaj matki.

– Jak ona wygląda?

– Jest większa i na pewno się nie pomylisz.

– Ale nie mam kapelusza i rękawic.

– Nie masz i mieć nie będziesz. Pszczoły, to nie gówno. Do pszczół nie podchodzi się w rękawicach. Jak się boisz, to zrezygnuj. Do swoich możesz iść w kapeluszu, ale moje są łagodne i kapelusza nie używam.

Na trzeciej ramce jest matka, a ten doprowadził mnie do takiego śmiechu, że się o mało nie posikałem.

– Co to za pszczoła z tą „tablicą rejestracyjną”? Czy się taka rodzi, czy się ją na niej maluje?

wiosenny-czerw (1)

– Nie, taka się nie rodzi. To jest właśnie matka i hodowca ją znakuje, aby łatwiej ją znaleźć i wiedzieć z jakiego roku pochodzi.

– U mnie takiej nie widziałem. A jak poznać datę urodzenia?

– Przyjęto pięć kolorów (biały, żółty, czerwony, zielony, niebieski) jako kolejne kolory w następujących po sobie latach. W 2014 był zielony, a w obecnym jest niebieski. Numerki na przyklejonej opalitce pozwalają na konkretna identyfikację matki, aby się nie pomylić.

Ta część plastra skrywana pod pszczołami, to jest zasklepiony pszczeli czerw. Kiedy nawet nie widzimy matki, a jest taki płaski czerw, to możemy być pewni, że matka jest w rodzinie.

Gdyby był czerw, ale wyglądał jak droga brukowana „kocimi łbami”, to jest dla nas sygnałem, że mamy matkę trutową lub trutówki.

Widząc przerażenie w jego oczach, zaproponowałem wspólne poszukiwanie matki w jego ulu.

……

Drewniany ul wielkopolski w wieku emerytalnym, jednak gniazdo na ośmiu ramkach. Pszczoły względnie łagodne. Po otwarciu zatworu widać, że mają matkę. Są spokojne i kontynuują swoje zajęcia. Są zapasy pokarmu i pyłku. Na trzeciej ramce jest czerw.

– Co to jest – zapytałem?

– To tak, jak u ciebie.

– Czyli jest matka, czy jej nie ma?

– Jest, ale jej nie widzę.

Na kolejnej ramce jest piękna i dorodna matka, która spokojnie przechodziła na zacienioną stronę wyjętego plastra.

Dzika-matka

– Widzisz ją?

– Widzę, ale nie ma ona takiego znaczka jak twoja.

– Moja jest hodowlana, a ta, może być „dzikusem”, lub pszczelarz był „partolem” i nie znakował matek. Jednak z zachowania rodziny, wielkości matki, mogę wnioskować, że nie jest taka zła.

Nie wiemy ile ma lat, lecz z wyglądu (niepowycierane włoski), można przyjąć, że pochodzi z ubiegłego roku. Trzeba poczekać do zbiorów miodu, bo nie wszystkie matki hodowlane są dobre. Zwłaszcza te refundowane bywają kiepskie. Bywa, że taki „dzikus” jest bardziej miodny i łagodny od refundowanej.

– Czy będziesz moim nauczycielem?

Miałem odpowiedzieć, że nie mam czasu, ale pomyślałem sobie, że trafia się darmowy pomocnik.

– Dobrze, ale pod warunkiem, że zaczniesz „terminować” w zawodzie wykonując wszystkie prace, od zbijania ramek, po prace w pasiece. W dodatku bez marudzenia. Co najmniej osiem godzin w tygodniu przez cały pszczelarski sezon.

Jak nie wytrzymasz, to się żegnamy.

– Zgoda. Od kiedy mam zaczynać?

– Dam znać.

Mnie się trafił pomocnik, a przy okazji, może „wyrośnie” z niego pszczelarz.

Bartłomiej Rój

Ocieplać ule na zimę, zmniejszać gniazda na wiosnę?

– Co Wy na to Wojciechowski? – zacząłem rozmowę.
Woj. – Ja uważam, że pszczoły nie potrzebują naszej pomocy, one sobie same poradzą.
– Dlaczego?
– Moim zdaniem ramki z woszczyzną w gnieździe są grube na 25-28mm.
To jest wystarczająca izolacja dla pszczół i czerwiu.
Wyobraźmy sobie, że my mamy taką grubą izolację na ciele to będzie nam aż za ciepło.
Normalnie człowiek zimą przy -25 C mrozie nosi ubranie nie grubsze jak: spodnie 3 mm i kalesony 3 mm.
Między nimi warstwa nieruchomego powietrza 1 cm, czyli razem 16 mm.
To nam wystarczy.
Podobnie góra ciała.
Podkoszulka 1 mm, koszula 1 mm, sweter 5 mm i kurtka 18 mm.
Zmierz i przekonasz się, że mam rację.
To jest mniej więcej razem z powietrzem, tyle co grubość woszczyzny.
Jak trochę ruszamy się to nie zamarzniemy.
Woszczyznę w ramkach możemy porównać do styropianu o tej samej grubości i izolacji cieplnej.
Powietrze w woszczyźnie nie rusza się, więc jest doskonałym izolatorem jak w styropianie.
A więc izolacja pozioma dla pszczół w ulu jest wystarczająca.
Uliczka między plastrami ma 10 mm, czyli na 2 robaki.
W takiej uliczce zmieści się około 800 pszczół.
Wyobraźmy sobie sytuacje, że w jednej bardzo zimnej, niskiej hali umieścimy 800 ludzi jeden obok drugiego.
Wszyscy oddychają i ogrzewają całą halę.
Po godzinie pierwsze 3 zewnętrzne rzędy będą odczuwały zimno, ale ci wewnątrz zaczną zdejmować z siebie ubrania.
Temperatura w środku zacznie rosnąć i w końcu będzie tak duszno, że ludzie rozbiorą się do majtek.
Podobnie jest z pszczołami.
Te zmarznięte z zewnątrz wcisną się w kierunku środka a te „dogrzane” wychodzą na zewnątrz.
W środku uliczki temperatura będzie ciągle stabilna.
3-4 rzędy pszczół brzegowych, czyli 15-20 mm z powietrzem między nimi stanowi doskonałą izolację dla pszczół siedzących z matką w środku.
Powietrze w uliczkach nie rusza się (nie licząc ruchów wydychanego) i dobrze izoluje.
My ciągle myślimy o pszczole w ulu jak a samotnej babie siedzącej w zimnym pokoju i trzęsącej się z zimna.
W gnieździe jest tłum, czyli kupa pszczół ściśniętych jak sardynki w konserwie.
Przytulają się do siebie i wzajemnie się izolują i ogrzewają.
Nawet jak kilkadziesiąt z nich zdechnie to i tak zaczepione „trupy” stanowią dalej dobrą izolację w uliczce dla pozostałych.
Na wiosnę jest mało czerwiu.
Znajduje się najwyżej w 2 uliczkach, czyli samym środku gniazda.
Pozostałe plastry stanowią doskonałą izolację w kierunku poziomym.
Od góry dodatkową izolację stanowi powałka 5-7mm plus 10 mm nieruchomego powietrza pod nią.
Problem stanowi izolacja od dołu czyli wlot powietrza z wlotka.
Tę jedną stronę uliczki pszczoły osłonią sobie same ustawiając się w 3-5 rzędach około 25 mm.
Moim zdaniem kto ociepla ule na zimę czy zmniejsza gniazda na wiosnę zakłóca życie w ulu i robi więcej szkody jak pożytku.
Zimą przegrzana matka, zamiast spać, znosi jaja, mamy w ulu czerw i rozmnażającą się warrozę i dużo niepotrzebnie zużytego pokarmu.
Moim zdaniem ci pszczelarze robią dobrze, którzy ustawiają gniazda na osiatkowanych dennicach na zimę.
A na wiosnę jedynie wymieniają je na pełne.
Ja nie ocieplam gniazd od kilku lat i nie mam problemów w pasiece.
– Nie wiem czy mu w to wierzyć czy nie?
– Ciekawy jestem co Wy o tym myślicie?
Autor: Bolek

Wielkanocna asymetria

Jak każdy z nas, poszukuję alternatywy dla dotychczasowych nieskutecznych preparatów warrozobójczych. Zawędrowałem na internetowe forum, bo wujek Google wywęszył słowo warroza.
Wszystko to za sprawą Internauty podpisującego się „Robinhuud”, który sprowadził mnie i innych pszczelarzy na ziemię. Otrząsnąłem się niczym pies po kąpieli i zrozumiałem jak banalnych, nikomu niepotrzebnych badań oczekiwałem. Przecież nasza warroza jest z nami niczym teściowa od początku lat `80, a ja naiwny oczekuję, że naukowców zainteresuje ten roztocz.
Najważniejszą dla pszczelarzy i naukowców, wręcz niezbędną i przydatną jest wiedza o asymetrii kierunkowej skrzydeł pszczoły miodnej. Bez niej nie można pracować w pasiece.
Niech nikt nie sądzi, że to jakiś banał, czy rzecz niegodna uwagi. Grubo się myli! Z końcu Narodowe Centrum Nauki wie, co robi.
Na ten cel przeznaczono niemal 1,5 mln zł.
Kiedy asymetria zostanie zbadana, zmierzona, opisana i obliczona, dopiero wtedy się pszczelarzom podniesie.
Z internetu:

1. RE: Granty “pszczelarskie”
2014-06-20 15:10:19 |
Wracam do grantów związanych nawet luźno z zapylaczami. http://ncn.gov.pl/aktualnosci/2014-01-23-wyniki-konkursow

Asymetria kierunkowa skrzydeł pszczoły miodnej
dr hab. Adam Tofilski
Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie; Wydział Ogrodniczy
1.498.584 zł.

http://ncn.gov.pl/aktualnosci/2014-01-23-wyniki-konkursow

dr hab. Adam Tofilski
Temat: Asymetria kierunkowa skrzydeł pszczoły miodnej Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie; Wydział Ogrodniczy
Grant w wysokości:1 mln 498 tys. 584 zł.

Nikt się nie przebił z grantem związanym ze zwalczaniem warrozy. Pewnie nikt nie startował w tej konkurencji z powodu braku motywacji. Jestem załamany, bo spodziewałem się jakiejś wzmianki o dennicowej pułapce ferromonowej zapowiadanej buńczucznie w Boguchwale przez prezydenta Sabata na ten rok.
Żadnego też grantu na apiterapię (dr Kapliński) “Nie masz, nie masz nadzieje”, jak pisał mistrz z Czarnolasu pod lipą.

A gdyby tak szanowni pszczelarze zrezygnować z jednorocznych dopłat (i tak idą do firm okołopszczelarskich, a nie do pszczelarzy) i kasę przeznaczyć na nagrodę dla pogromcy warrozy? Mówię o Polsce, bo aż boję się pomyśleć o Apislavii, nie mówiąc już o Apimondii.

Na tym przykładzie poznaliśmy nie tylko na co są w błoto wyrzucane pieniądze, ale i tych, którzy prowadzą nikomu niepotrzebne badania za gigantyczne pieniądze. Zapamiętajmy nazwiska tych marnotrawców.
Forumowy Internauta jako naiwniak chce przeznaczać pieniądze na nagrodę dla pogromcy warrozy, zapominając przy tym, że wcześniej przez ćwierć wieku będą żerować naukowcy badający asymetrię lewej nogi warrozy, a drugie 25 lat badać wpływ zorzy polarnej na asymetrię ułożenia się warrozy w zimującym kłębie pszczół w odniesieniu do i seksualnego popędu będącego asymetrycznym do długości dnia. Prawda, że brzmi to i ładnie i naukowo.
Prędzej zgodziłbym się na wyłożenie kasy dla syndyka, który zawiadomi o upadłości polskich uczelni, oszacuje masę upadłościową i doprowadzi do likwidacji zbędnych i kosztownych instytucji. Za pozyskane środki zakupi wielką armatę, wpakuje w nią naukowców i wystrzeli w niebyt.
Chyba teraz już wiemy, czemu mamy prehistoryczny Apiwarol i nic nowego w zamian. Chyba, że za nowość uznamy Asymetrię kierunkową skrzydeł pszczoły miodnej. Na dodatek nie mamy organu, do którego możemy się poskarżyć

Autor: Jan Skrzydełko

Pomniejszyć, aby było więcej

Dziwnie brzmi tytuł, ale z pszczołami wszystko jest inne i dziwne. Początkujący pszczelarze mają trudność z zrozumieniu i wykonaniu niecodziennej czynności.
– Trzeba zmniejszyć, aby było więcej.
Oczywiście, ze chodzi o pszczele gniazdo. Zwykle tak bywa, że po pierwszym wiosennym oblocie, pszczoły mają zbyt duże gniazdo, którego nie są w stanie ogrzać. Ich rozwój wlecze się niczym drut kolczasty z d….y.
Zadaniem pszczelarza jest wtedy odstawienie poza zatwór ramek, które nie są na gęsto obsiadane przez pszczoły. Tym samym zmniejsza się gniazdo, ale przy tym poprawia warunki termiczne i matka intensywniej czerwi.

ocieplanie rodzin pszczelich

Ścieśnione gniazdo po pierwszym przeglądzie, Poza zatwór wystawiono trzy nieobsiadane ramki.

 

Ramki odstawione poza gniazdo posiadają zasklepione zapasy pokarmu. Do tego pokarmu pszczoły dostają się w dni o wyższej temperaturze, ale traktują je jako kapitał. Podobnie jak człowiek, który mając 200 zł w banknocie i 200 zł bilonem, szybciej wyda bilon. Zarówno u pszczół, jak i u ludzi kapitał służy rozwojowi. Człowiek pójdzie do banku, a pszczoła ma kapitał „zamrożony”, a raczej zasklepiony.

Ramka z zasklepionym pokarmem i odsklepiacz widelcowy.

Ramka z zasklepionym pokarmem i odsklepiacz widelcowy.

Z pomocą przychodzi człowiek, a raczej z destrukcją, bo zmusza pszczoły do awaryjnego pobierania pokarmu i przenoszenia go do gniazda.
W tym celu widelcowym odsklepiaczem uszkadza zasklep, aby zmusić pszczoły do działania.

Dzięki uszkodzonemu zasklepowi, pszczoły szybko przeniosą zapasy do gniazda.

Dzięki uszkodzonemu zasklepowi, pszczoły szybko przeniosą zapasy do gniazda.

Naiwne pszczoły nie tylko, że traktują przenoszenie pokarmu jako pożytek, ale przy tym same bezczelnie się „nażerają” i przez to stają się bardziej aktywne. Chętniej pracują. Ogrzewają gniazdo i komunikują matce, że jest pożytek, więc ona musi czerwić. Przyśpieszona przemiana materii, ruch, transport pokarmu do gniazda zwiększa temperaturę i tym samym ilość składanych jaj. W gnieździe robi się ciasno i potrzeba nowych plastrów. Dzięki mniej, szybciej mamy więcej.
Kiedy pszczelarz po kilku dniach dokona przeglądu, zobaczy, że za ramką za zatworem jest czerw, to musi dostawić kolejną, Gdyby tak się stało, że czerw byłby na ramce przy zatworze, to byłby spóźniony i straci sporo czerwiu. Jednak pośpiech też jest szkodliwy.
Dokąd mamy ramki z pokarmem, to je odsklepiamy, a dopiero później myślimy o innym sposobie podkarmiania. W razie potrzeby przenosimy ramki z rodzin, które mają ich w nadmiarze, do rodzin z brakiem pokarmu.

Bartłomiej Rój

Ale jaja – pszczoły przenoszą jaja

Zadzwonił telefon i pszczelarz z Wielkopolski zadał dziwne pytanie:

– Czy pszczoły mogą przenosić jaja?
– Nie rozumiem?! – Proszę jaśniej.
– No, bo nasz prezes uświadamiał nas na zebraniu, że kiedy rodzina zostanie osierocona, to pszczoły mogą polecieć do innego ula i ukraść z niego jajo, z którego wychowają sobie matkę.

Mamy wiek XXI, a tymczasem pszczelarz i w dodatku prezes, opowiada herezje zakończone wraz z ujawnieniem dzieworództwa u pszczół. Takie brednie opowiadano do XIX wieku, bo później pszczelarze byli coraz bardziej światli i oczytani i głupot nie opowiadali.
Jeżeli się zastanowić, czysto teoretycznie nad taką idiotyczną wypowiedzią, że może być prawdziwa, to należy w pszczelą głowę włożyć mózg zwierząt posiadających wysoki stopień zdolności pojmowania, tego co czynią. Może delfiny, niektóre małpy i człowiek. Głowa pszczoły i jej skąpe zwoje nerwowe wystarczają zaledwie do wykonywania zadań zakodowanych genetycznie i sterowanych feromonami.
Ot, taki malutki, bezmyślny, prosty robocik. Po urodzeniu, sprzątnąć komórkę po własnym porodzie, karmić czerw, matkę, utrzymać czystość, budować plastry, przetwarzać nektar, lecieć po pożytek, pyłek, czy propolis, bronić gniazda. W razie braku feromonu matecznego założyć mateczniki ratunkowe, a w ostateczności złożyć jaja trutowe i na nich zakładać mateczniki. Bo może jakiś zostanie założony na jaju haploidalnym, ale żeńskim.
Inteligencja na poziomie nowoczesnej windy w wieżowcu.
Taka właśnie inteligencja miałaby skonstatować, że z długotrwałego braku matki (co z trutówkami i ich feromonami?) trzeba lecieć do innego ula i zabrać z niego jajo.
Niechby i tak było. Jakie wyspecjalizowane do tego narządy posiada pszczoła robotnica? Żuwaczki?!
Jakoś nie widzę, że odrywa przyklejone jajo i delikatnie trzymając, leci z nim do swojego ula. A tam, co? – Kładzie do komórki matecznikowej. Jak się jajo będzie trzymać, kiedy nie ma mechanizmów dla jego przyklejenia.
Ktoś powie, że pszczoła położy je na mleczko.
Problem w tym, że pszczoły do pustych komórek mleczka nie składają. Musiałyby podjąć decyzję o złożeniu mleczka i następnie wysłać inną pszczołę w delegację po jajo.
Gdyby głupota mogła latać, to niektórzy pszczelarze lataliby niczym ta pszczoła ze skradzionym jajem. Najszybciej i najwyżej lataliby prezesi.
Drugi telefon. Dzwoni koleżanka pszczelarka.
Kiedy jej opowiedziałem historię z kradzionymi jajami, długo nie mogą nic powiedzieć, bo śmiała się jak łysa norka.
Po chwili, tłumiąc śmiech, zapytała: – To naprawdę są jeszcze tacy durni?
– Tak odparłem. W ten sposób ukazuje się nam totalna niewiedza i brak chęci do przeczytania, choćby podstawowej pszczelarskiej literatury. Wtedy górę biorą gusła i zabobony.
– Mnie się wydaje, jako kobiecie, że to nie pszczoły, ale pszczelarz może przenosić jaja, a nawet używać ich jako kołatki, kiedy stają się już zbędne. Szczególnie wtedy, kiedy z nich i z rozumu nie umie zrobić pożytku.
– ????
Zrozumiesz, kiedy ci prześlę fajną fotografię, jaka krąży w Internecie.
Przekaż ją temu prezesowi z wytłumaczeniem, że dobrze słyszał, ale nie do końca. Że to nie pszczoły mogą jaja przenosić. Jak zobaczy zdjęcie to już będzie wiedział jak to z tymi jajami jest i kto je unosić i przenosić może.
Dodatkowo może przenieść jaja w koszyczku ze święconką, bo tylko się do tego nadaje. Na pszczelarza, a w szczególności na prezesa – wcale.
http://j-a-d.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/502773/files/blog_ki_325500_506806_tr_16.jpg

Bartłomiej Rój