Strona o miodzie i produktach pszczelich

List od pszczelarza

Wielce Szanowny Panie Tomaszu,
odkąd wnuk nauczył mnie podstaw Internetu, coraz częściej oglądam Pana filmy i czytam opinie innych pszczelarzy u Pana zamieszczane. Nie zawsze się z nimi zgadzam, ale robi Pan dobrą robotę. Poruszane są u Pana tematy, które gdzie indziej byłyby zakazane.
Nie wiem, czy zamieści Pan mój list. Mam taki niewygodny temat jakim są reklamacje składane hodowcom na sprzedawane matki. Wiem, że błędów nie popełnia tylko ten, który nie robi niczego, ale wiem, że błędy lub szkody należy naprawić. Do tego trzeba być człowiekiem i szanować innych.
Mam dużą pasiekę i na swój użytek od wielu lat hoduję matki. Lubię to robić.
Od jakiegoś czasu w matki reprodukcyjne zaopatruję się poza Polską, bo tak naprawdę od zakończenia wojny nie dorobiliśmy się żadnej wartościowej linii. Testowałem „Karpatki”, Rumunki”, „Kaukaskie”, czy całą gamę matek z Austrii. Ostatnio modny stał się jeden z hodowców z południowozachodnich Niemiec. Podążając za modą kupiłem od niego matki, które okazały się niewypałem. Nie dlatego, że były genetycznie złe. Tego nie zdołałem sprawdzić.
O dostarczone matki dbałem bardziej niż o własne wnuki. Zostały przyjęte.
Jednak po jakimś czasie jedna bez rozpoczęcia czerwienia została wyrzucona z ula. Pszczoły nie założyły mateczników, bo nie miały na czym. Nie została zażądlona, bo była wyciągnięta, niczym foka na lodowej krze. Wniosek z tego, że zmarła, a pszczoły usunęły z ula zwłoki.
Liczyłem na drugą matkę, jednak ta w bardzo rozstrzelony sposób zaczęła czerwić na trutnie. Nie podejrzewam hodowcy o złą wolę, tylko doświadczenie podpowiada, by przyczyny upatrywać w procesie wysyłki, gdzie matki mogły zostać wychłodzone.

Zwróciłem się do hodowcy, a ten potraktował mnie niczym oszusta, który chce go okraść. Mętnie tłumaczył, że reklamację może uznać jego żona, bo ona zajmuje się finansami itp. Problem w tym, że to u niego, a nie u żony zamawiałem matki.
Zrobiło mi się przykro.
Kazał odesłać matkę. Dodatkowo dopłaciłem do zagranicznej wysyłki. Później nie raczył się odezwać. Po kilku e-mailach stwierdził, że odesłana matka pięknie czerwi na pszczoły.
Nie wierzę w bajki, bo na moje ponad 50 lat pszczelarzenia, takich cudów nie widziałem, że matka z trudem czerwiąca na trutnie po wycieczce do Niemiec zaczęła dobrze czerwić.
Później hodowca przestał odpowiadać na moje e-maile, choć wiem od innych pszczelarzy, że im odpowiada i przyjmuje zmówienia. Zniósłbym odmowę uznania reklamacji wyrażoną w innej formie, ale nie ignorowanie i uchylanie się od kontaktów.
Piszę o tym, bo jest mi przykro, że „kolega” pszczelarz innego pszczelarza traktuje dobrze tylko dotąd, dokąd nie dostanie pieniędzy za matki. Jak na moje możliwości emeryta, cena za matki była wysoka, ale bez targowania się zapłaciłem, bo stare przysłowie mówi, że „tanie mięso, to psy jedzą”. Zapłaciłem, straciłem pieniądze i straciłem matki – córki, na których mi zależało. Straciłem coś więcej – wiarę w ludzi. Jak można dla kilkuset Euro robić z siebie ….. .
Nie chcę wymieniać z nazwiska tego hodowcy, ani linii, która on rozprowadza, bo nie o to chodzi. Bardziej chciałbym się dowiedzieć jakie Wy Koledzy mieliście przypadki z reklamacjami? Czy jest wielu hodowców, którzy powinni zamiast w domu mieszkać w chlewie?
Proszę napiszcie, jakie Wy mieliście przypadki z załatwianiem reklamacji.
Zostańcie z Bogiem.
Antoni – pszczelarz

Niedziela w pasiece

Spacerkiem po pasiece

Pszczelarstwo eksperymentalne

Pszczelarstwo eksperymentalne

Kajetan Warant

Śniadanko dla pieszczochów.

Byłem w środę na targu w Szczekocinach. Spotkałem kolegę pszczelarza. Gadu, gadu. Dołączył do nas pewien pan, słusznej budowy ciała z Tarnowej Góry, właściciel okazałej pasieki.

„Panie ja w życiu muszę mieć wszystko pod sznurek. U mnie, baba, psy, krowy i pszczoły mają swoje miejsce i wiedzą co mają robić. W moim obejściu nikt nie będzie się próżniaczył.

Pszczoły mają robić miód, bo to ich obowiązek.

Jak ja o wschodzie słońca gonię do roboty to i pszczoły też muszą być na nogach o tym czasie.

Pierwsze moje kroki prowadzą do pasieki, tam w schowku mam słoik z miodem. Maczam patyka w miodzie i wkładam go we wlotek do każdego ula. Moje pszczoły już o wschodzie słońca muszą być rozgrzane, jak sportowcy na treningu przed meczem. Zaczem słońce ociepli kwiatki moje pieszczochy już są na właściwych obrotach. Ino termometer skoczy na 120 a one stadami walą w pole. W południe pyłek i wziątek garściami wlatuje na skrzydłach do ula. Spasę na sezon 2 słoiki miodu na rodzinę, ale rodzina odda za to śniadanko „piątkę” a nawet więcej w nadstawki.

Jak po rzepaku jest 2 tygodnie przerwy w pożytku to ja panie dzieju nicuję ul z miodu i daję im pusty susz i cukier 1:1 na przeżycie. 14 dni mija, wyjmuję ramki cukrowe i na odwyrtkę stawiam te miodowe. Do końca pożytku znowu robią tylko na mój towarowy. Jak przyuważyłem to takie kombinacje dają mi “dziesiątkę” zysku jak w pysk strzelił.

Cukier teraz tani po 2 zł kilo, to im słodkości nie żałuję.

Tak se policzyłem: 1 rodzina w roku spożytkuje 90 kg miodu. Przypuśćmy, że lecimy pół na pół. 45 kg zeżreją one, bo ja nie zdążę im w porę wszystkiego wyrwać, ale te drugie 45 kg to na bank moje. W tym roku już się zawziąłem i powiedziałem sobie: ja was teraz ostro przypilnuję. Od 5 lat wziąłem krowy na dozór i teraz wymiona mają większe, i mleka o niebo przybyło.

Moja śmieje się ze mnie, żem w gorący wodzie kąpany. Ale ja wiem co robię? Jak to lato do końca będzie takie udane jak maj to w tym roku powinienem pławić się w miodzie.”

Zapobieganie rójkom

Rojenie się pszczół jest ich naturalnym sposobem rozmnażania. Pszczelarze starają się im zapobiegać. Czynią to z równym skutkiem co kalendarzyk małżeński zwany „watykańską ruletką”. Jednym się udaje a większości raczej nie za bardzo.
Pozostając przy ginekologicznej terminologii, zwalczanie rójki można przyrównać do aborcji. Zrywamy mateczniki i kombinujemy na wszystkie sposoby, choć skutecznych na 100% sposobów brak. Analogicznie jak w antykoncepcji.
Skoro zrywanie mateczników nie daje spodziewanego efektu, bo rodzina chcąca się roić – wyroi się.
Do rójki dążą dorosłe pszczoły wychowane z dobrze wykarmionego czerwiu. One pragną rójki i kiedy dostały rójkowego amoku nie można ich już niemal niczym powstrzymać. Podawanie węzy maja gdzieś. Nie budują. Zerwane mateczniki potrafią odbudować szybciej, niż nam się wydaje, a matka złożywszy jaja do płaskich jak talerzyk komórek jest gotowa do ucieczki.
Wiadomo, że rójka jest dla pszczelarza stratą w zbiorach, choć to nie jest prawdą do końca. Znacznie więcej strat (tak jak u ludzi) przynosi strajk. Pszczoły wcześniej przestają pracować i na szczęście nie zakładają związków zawodowych, oraz nie palą opon. Zanim się wyroją, olewają pracę, a pszczelarzowi koło nosa ucieka niezebrany nektar. Można żałować, że nie ma pszczelego ZOMO, które przywróciłoby ład i porządek (pała i gaz). W jego rolę musi wcielić się pszczelarz. Ma cały szereg środków przymusu bezpośredniego.

Może utłuc matkę i pozostawić tylko jeden (dokładnie jeden) matecznik, bo zostawiwszy dwa, może mieć niechcianą rójkę.
Mniej drastycznym, ale bardzo skutecznym sposobem jest odebranie pszczół lotnych strajkującej rodzinie. Odstawiamy ul w inne miejsce, a fanki nieróbstwa muszą szukać innych uli, które je do siebie wpuszczą. Metoda radykalna, ale też groźna, bo zarażone nieróbstwem pszczoły nakłaniają do rójki inne pszczoły będące w ulu, do którego przeniknęły. Nie za bardzo im to wychodzi, bo skoro rodzina była w nastroju roboczym, to gna do roboty amatorki strajków. Często amatorki strajków zdołają przekonać pszczoły ze swojej nowej siedziby do lenistwa i rójki. Tym łatwiej im to przychodzi, bo dzięki nim pszczół jest więcej, a do wykarmienia otwartego czerwiu mniej. Urządzają balangi w karmieniu się nawzajem mleczkiem i niebawem mamy kolejny problem z nadchodzącą kolejna rójką. Cóż może uczynić biedny pszczelarz?

Skoro inne sposoby nie dały efektu, można wywołać przedwczesny kontrolowany poród. Niemal cięcie cesarskie i to bez znieczulenia – czyli sztuczną rójkę.
Pszczelarz wkur….y, jak nietoperz okłada strajkujący ul kijem, dymi przez wylotek tak, jakby chciał pszczoły udusić dymem. W tym szaleństwie jest metoda. Łomotanie w ul i dym wywołują wielki stres, który zmusza pszczoły do opicia się miodem, bo nie wiadomo, co dalej będzie się działo i trzeba mieć jakiś zapas na wypadek katastrofy. Cwaniak pszczelarz wie, że pszczoły rojowe też się miodem opijają. Skoro te, chcące się roić będą jak cysterny, to można nimi manipulować (analogiczne jak politycy ludźmi) wywołując sztuczną rójkę.
Podobnie u ludzi i u pszczół, oprócz związkowych amatorów nieróbstwa są pszczoły pracowite bez chęci do rójki. Aby oddzielić plewy od ziarna, pszczelarz robi taki cwany myk. Przed ulem, ok. 20 – 30 cm. ustawia coś na czym może się uwiązać rój. Może to być wiszący kawałek deski, coś w rodzaju stołka, pod którym uwiążą się pszczoły. Może to być rojnica z uchyloną pokrywą.
Pszczelarz bierze się do roboty.
Strząsa pszczoły przed ul na miejsce, gdzie mają się uwiązać. Ideałem byłoby, gdyby złapał matkę i po zamknięciu w klatce powiesił ją w rojnicy. Pszczoły chcące pracować wrócą do ula, a w sztucznym roju znajdą się również młode nielotne pszczoły, które nie potrafią pokonać odległości do wylotka. Dzięki nim sztuczny rój nie straci tak szybko lotnych pszczół robotnic.
Jednak i bez tego będzie super. Od samego początku trzeba wiedzieć, czy zwracamy rój macierzakowi, czy też osadzamy go jako oddzielną rodzinę.
W pierwszym przypadku zrywamy wszystkie (wszystkie co do jednego) mateczniki i odbieramy ramki z krytym czerwiem, którym zasilimy inne słabsze rodziny. Pozostałe ramki z czerwiem otwartym rozsuwamy na boki, a między nie wstawiamy ramki z węzą. Możemy dawać tylko paski węzy, bo pszczoły rojowe budują piękne plastry z pszczelimi komórkami. Jak im się chciało strajków, to niech zapieprzają i musi im wystarczyć pasek węzy na start. Podstawowym warunkiem powodzenia jest szybkie pojawienie się sporego pożytku.
Pszczoły nie lubią mieć czerwiu podzielonego i szybko się biorą do roboty. Wystarczy tylko wieczorem wpuścić je do ula przez pomost. Na piechotę.

Można osadzić w nowym ulu obok macierzaka. Trzeba pamiętać o wstawieniu między węzę choćby jednej ramki z czerwiem – aby nie uciekły. Do rodziny, która chciała się roić dajemy młodą matkę (po uprzednim zerwaniu mateczników). Przeoczenie matecznika równa się stracie poddanej matki.
Innym sposobem godnym uwagi ze względu na biologiczną walkę z warrozą jest robienie odkładów i sprzedaż ich z bonusem w postaci warrozy. W naszej pasiece pozostanie warrozy mniej o tyle ile jej zdołaliśmy sprzedać.
Rojenie się pszczół wynika z braku zatrudnienia. Pszczelarze wędrujący z pszczołami nie wiedzą co to rójka. Ich pszczoły przewożone z pożytku na pożytek zapierniczają niczym w gułagu nie mając czasu i sił, aby pomyśleć o rójce.
Jak widać są liczne sposoby, ale nie ma żadnego w 100% skutecznego. Pszczoły, podobnie jak ludzie, strajkując licząc, że będzie im lepiej, a faktycznie jest tak samo, a nawet gorzej. Mogą zginąć z głodu, a w najlepszym razie trafią do innego pszczelarza, który identycznie jak ten, od którego uciekły, będzie gonił do roboty. Zapierniczają i nawet ciężka praca nie czyni ich wolnymi.

Bartłomiej Rój

Bajanie wieczorne

Trzeba zacząć od tego, że w Polsce nie ma nie tylko trutowisk, ale miejsca do ich organizacji. Kiedy w latach `60 zaczynano próby ze sztuczną inseminacją, istnieli jeszcze pszczelarze starej daty i niektórzy działacze, którzy z maniakalnym uporem propagowali trutowiska. Starzy pszczelarze nie wyobrażali sobie innej metody unasieniania w czystej rasie. O tych faktach mieli wiedzę znacznie młodsi działacze i mimo tego optowali za trutowiskami. Z czasem sprawa sama się wyjaśniła, bo złośliwi nazywali trutowiska „miejscami kopulacji dla różnych działaczy i ważnych osobistości”.

Kiedy się wydawało, że ostatecznie odpuszczono sobie trutowiska, powstał projekt sprawdzenia helskiego półwyspu. Po upewnieniu się, że na pewno nie ma tam pszczół, przywieziono uliki z matkami, ale bez trutni. Chodziło o sprawdzenie, czy 16 km wody Zatoki Puckiej będzie dostatecznie chroniło matki.

Po sprawdzeniu ulików wyszło szydło z worka. Cześć matek zdołała się unasienić.

Kiedy słyszę pomysły wieczornego unasieniania, a raczej bajania o czystym unasienianiu wybranymi trutniami, ogarnia mnie rozbawienie. Dobrze, że nie mam zajadów, bo szczery śmiech byłby bardzo bolesny.

Pomysł jest równie stary, co pszczelarstwo i był wielokrotnie negatywnie weryfikowany, ale pojawiają się kolejni kontynuatorzy.

Będąc po matki u hodowcy usłyszałem, że jego matki są tak samo dobre jak z trutowiska.

– ???

– Przetrzymuję matki i trutnie za kratą, a wraz z nadchodzącym wieczorem, kiedy nie ma już innych trutni, wypuszczam je na unasienienie.

Skądinąd wiem, że metoda nie jest wiarygodna i dlatego zaproponowałem mu dwa doświadczania.

1. Niech wypuści matki wieczorem, ale bez trutni i później przekona się, czy pozostały dziewicami.

2. Matki krainki (ciemne) otrzymają żółte trutnie. Po wieczornym unasienianiu, pszczoły powinny być pasiaste.

Umówiliśmy się, że za dwa dni przywiozę ze swojej pasieki żółte trudnie, aby było ich więcej, bo z trzech rodzin może być za mało. Przywiozłem żółte trutnie z pięciu uli. Zostały wrzucone do uli, z których będą żółtki wypuszczane, a przy okazji odpoczną po podróży. Rodziny dostały syrop i czekaliśmy do wieczora. Czerwone wieczorne słońce było już nisko i wtedy uwolniliśmy matki i trutnie.

Kiedy po miesiącu się ponownie spotkaliśmy, hodowca minę miał nietęgą. Bez pytania, sam powiedział, że miałem rację. Więcej żółtych pszczół było w ulach z matkami lecącymi na godowy lot w okołopołudniowych godzinach.

Zapewne dla poprawy nastroju stwierdził, że dla klienta taka opowieść o wieczornym unasienianiu (bajaniu) nobilituje hodowcę i kupującego, który innym pszczelarzom snuje opowieści, jakie to dobre ma pszczoły po „wieczornych” matkach.

Jeżeli ktoś będzie snuć bajania o trutowiskach, czy innych metodach czystego unasieniania, to można mu powiedzieć, aby się wstrzymał z bajkami do czasu, kiedy w TV będzie wieczorynka. Może choć dzieciaki jemu uwierzą.

Myślenie nie boli i sięgnijmy pamięcią do wiedzy i historii naszego pszczelarstwa. Dawno mieliśmy pszczołę środkowoeuropejską, ale już za czasów zaborów były importy matek z Kaukazu. Są dawne ogłoszenia reklamowe oferujące te matki. W zaborze pruskim zaczęła królować Nigra będąca środkowoeuropejską, ale o cechach krainki. Zabór austriacki oprócz importów miał swoje krainki. Pamiętajmy o włoskich matkach sprowadzonych do Łowkowic i nie tylko.

Po wojnie, słusznie zauważono, że nie ma dobrego materiału i zaimportowano od matek kaukaskich po krainki (C-10, CT-46). Były „Rumunki”, Karpatki, itp. Nawet nie wspominam o zapomnianej „Szara L-2”, czy zbastardowanych złośliwych środkowoeuropejskich.

Pamiętajmy, że w latach `60 sprowadzono na lubelszczyznę ok. 200 buckfastów, które odbijają się czkawką, bo rozsiały swoje geny, a pojawiające się pasiaste pszczoły mogą służyć za broń masowego rażenia. Ostatnie trzydziestolecie obfituje w totalny import od Nepalki, przez rozmaite włoszki, krainki, buckfasty i rozmaite egzotyczne rasy.

Jak w takiej sytuacji można mówić o izolacji trutowiska?

Skoro buckfasty są w cenie, to każdy polski pszczelarz może zostać ich hodowcą. Przecież jego rodzime pszczoły naturalnie unasieniane mają więcej genowego mixu niż niejeden buckfast. Potrzeba jedynie dobrej reklamy i – bajania. Najlepiej bajania wieczornego.

Bartłomiej Rój

Ciąć, czy nie ciąć – oto jest pytanie?

Ciąć, czy nie ciąć – oto jest pytanie?
Gdyby Hamlet był pszczelarzem, to nie wołałby To be, or not to be, tylko ciąć, czy nie ciąć. Czesi nie mają takich duchowych rozterek i szekspirowskie zapytanie “Być albo nie być – oto jest pytanie” – tłumaczą jako: “Bytka abo ne bytka – to je zapytka”. Problem w tym, że to nasza polska transkrypcja, aby było śmieszniej.
Mnie się rozłazi o cięcie skrzydełka matce pszczelej i w tym przypadku hamletowskie zapytanie jest jak najbardziej na miejscu. Tak jak w oryginale, mamy dylemat – ciąć, czy nie ciąć.
W przypadku matek zarodowych, czy reprodukcyjnych nie mamy wyboru, bo to hodowca dostarcza nam rasowe insekty z przyciętym skrzydełkiem.
Wielu pszczelarzy też przycina skrzydełka złapanym matkom użytkowym. Wszyscy wierzą, że taka matka będzie latać po spirali, kiedy zechce lecieć z rojem. Problem w tym, że pszczoły są zawsze krok przed pszczelarzem.
Nie wiem, czy widzą, czy w inny sposób się dowiadują, że matka ma skrzydełko krótsze i będzie lecieć jakby walnęła co najmniej pół litra i to nie miodu. Pszczoły są podłe i psują nam robotę, bo kierują do matki zastęp fryzjerek, które przycinają jej żuwaczkami drugie skrzydełko dla równowagi.
Tak ufryzowana matka już nie leci jak nawalony pijak, ale w miarę prosto. Może nie za wysoko i nie za szybko, ale leci. Dla nas, też to jest rozwiązanie, bo cenna matka nie ucieknie ani daleko, ani wysoko. Również nie spierniczy nam wielki rój z matką użytkową.
Jak zawsze są oponenci, którym przycinanie skrzydełek nie odpowiada. Dla nich nie ma znaczenia, że sami tego nie próbowali. Oni wiedzą lepiej.
Mam, a raczej miałem znajomego, bo się mocno na mnie obraził – starszego pszczelarza, który był przeciwnikiem przycinania skrzydełek.
Pewnego razu zastał mnie z nożyczkami przy ulu i zaczął swoją tyradę. Kiedy doszedł do tego, że to nie po bożemu, wtedy mu przerwałem pytając:
– A jak Jezusa mającego osiem dni życia obrzezano, to było po bożemu?
Gdybyście widzieli, jak się facet zapowietrzył. Zrobił się czerwony na twarzy niczym indor, łapał powietrze jak wigilijny karp i bez słowa pożegnania poszedł.
Zastanawiałem się, co takiego mu powiedziałem. Przecież to wszystko prawda i w dodatku zapisana. Na dokładkę obrzezanie niczemu nie służy, a przycięcie skrzydełka ma znaczenie.
Może dla spokoju sumienia niektórych pszczelarzy warto przycięcie skrzydełka jakoś religijnie podeprzeć, bo niektórych apopleksja może trafić na wspomnienie o obrzezaniu.
Niezależnie od kanonów wiary, moje matki są obrzezywane, a ja mam spokój z rojami, bo jeżeli wyjdzie, to jest nisko i blisko. Bajki o wymianie matek z przyciętym skrzydełkiem są bajkami, bo jak mają wymienić, to wymieniają i tą z całymi, jak i tą z krótkim skrzydełkiem. Mam reprodukcyjne matki w podeszłym pszczelim wieku i mimo krótszego skrzydełka nie są wymieniane. Dla nas przycięte skrzydełko jest bezspornym dowodem w przypadku utraty opalitki, mamy naszą hodowlaną matkę, a nie dzikusa.
Tym, którzy lubią nadrzewne emocje i biegi za uciekającym rojem pozostawiam matki bez obrzezania.

Bartłomiej Rój

4 x zwalczałeś warrozę, pszczoły i tak padły ci w zimie lub na wiosnę.

Albo były takie silne jesienią a takie słabiutkie są wiosną?

Dlaczego?

Wielu pszczelarzy „bije się z myślami”: co ja zrobiłem źle?

Pytanie pozornie dziwne.

Jeśli jesteś pedantem, zwalczałeś dokładnie, to pszczoły powinny przeżyć?

Panowie, z pszczółkami nigdy nic nie wiadomo do końca, powiedzenie Tomka Miodka.

Jeśli leczyłeś pszczoły u siebie to jest okey.

Ale twój sąsiad albo ktoś w okolicy do 3 km też ma pszczoły zarażone warrozą.

Jeśli pszczółki u sąsiada słabną to nasze zdrowe lecą na rabunek, przynoszą miód i cudzą warrozę do naszego ula. Może to być w ciepłe dni pazdziernika, listopada, grudnia czy stycznia.

Druga sprawa.

Pszczoły z roju bez matki opuszczają swój ul i wędrują do silnej rodziny, trzepocą skrzydełkami na znak podaństwa, są akceptowane i też przemycają warrozę.

Dlatego w ciepłe dni należy czasem skontrolować, co nasze pociechy kombinują i z kim się zadają?

Wtedy trzeba je polać kwasem szczczawiowym lub mlekowym.

Kajetan Warat

15 kwiecień – fotorelacja z pasieki

rzepak pole

Oceniam, że rzepak rozpocznie kwitnienie za 2 tygodnie.

pszczoła na mniszku

Pomału pojawiają się kwiaty mniszka i oczywiście pszczoły też to zauważyły.

oblot młodych pszczół

Oblot młodej pszczoły – Elgonik

pszczoły na kwiatach sliwy

Śliwka to pierwsze owocowe drzewo które kwitnie w moim ogrodzie.

kwiaty klonów

Drugi dzień kwitnienia klonów.

wosk pszczeli

Wytopiony wosk, jak na razie tyle udało się wytopić wosku z wycofanych ramek po zimie.

temperatura w słońcy

Tyle dziś było w słońcu. Pozdrawiam TM

Kwas mrówkowy. Na dennicy czy na powałce?

 

Szukałem w sieci odpowiedzi na pytanie jak stosowac kwas mrówkowy na warrozę? Znalazłem sprzeczne opinie i teraz nie wiem, co pomaga a co szkodzi?

Widzę na waszej stronie kilku rozsądnych pszczelarzy, którzy może stosowali już ten środek. Podzielcie się waszym doświadczeniem.

Co jest w sieci?

1. W sprzedaży mamy kwas mrowkówy 85%. Zaleca się stosowanie kwasu 60%, bo taki jest mniej szkodliwy dla pszczół, a tak samo niszczy warrozę? Jaki stosować? Należy go rozcieńczyć dodając 15% wody?

2. Podobno stosowanie kwasu mrówkowego uszkadza w 50% płodność matki? Prawda czy ściema?

3. Opary kwasu mrówkowego są cięższe od powietrza, opadają na dół i sa skuteczniejsze. Dlatego należy pojemniki z nim lepiej umieścić na powałce. W sieci spotkałem 2 filmy z kwasem ułożonym na dennicy. Nie ma żadnego na powałce.

4. Na filmie 1: Młody Polak stosuje kwas pojemnikach na niskiej dennicy. Twierdzi: Powoli odparowuje i dlatego jest skuteczniejszy.

Na drugim filmie: Stary Austriak leje 40 ml kwasu bezpośrednio na otwarty wetex na tacy steropianowej i wsuwa go od tyłu na wysoką dennicę. Ten szybko odparowuje i lepiej działa. Pszczoły przeżywają terapię i podobno dobrze się mają?

5. W jakim okresie stosować kwas, który wchodzi wszędzie, nawet w wosk?

Jeśli zastosuję go 2 razy (kwiecień/maj) co 2 tygodnie do gniazda to osiądzie tylko na tej woszczyźnie. Jak po założeniu nadstawek nie będę już zwalczał warrozy to nie będzie go chyba już w miodzie towarowym?

Co wy wiecie na ten temat?

Podzielcie się waszą wiedzą i doświadczeniem?

http://www.youtube.com/watch?v=0znRiTbqKqk&feature=mfu_in_order&list=UL– Austria: Ameisensäurenbehandlung 40 ml na ul od 4 minuty i 30 sekundy

https://www.youtube.com/watch?v=qGXhHSIO1Io dozowniki Polska

Kajetan Warat