Ostatnio oglądałem godziny film o pszczołach i doszedłem do wniosku, że chyba najgłupsi pszczelarze są w USA a najmądrzejsi w Polsce.

Ale niestety nasi już na wymarciu. Autorzy filmu twierdzą: żaden nowoczesny pszczelarz nie jest w stanie przekroczyć średniej granicy 5 litrów miodu czystego zysku w roku z jednego pnia na przestrzeni 10 lat. Chodzi im o 1 rodzinę odstawioną jesienią na za zimowanie. Jeśli ktoś opowiada, że miał większą średnią to kłamie.

Owszem pszczelarz mający 100 uli może mieć więcej z kilku, ale chodzi im o średnią. 100 za zimowali, 50 osypało się to zysk dzieli się również i przez te osypane. Pszczelarze uzyskują i po 100 kg z ula ale to wszystko tylko wyrównuje koszty: węzy, lekarstw, straty przy wymianie matek, osyp rodzin, choroby, dodatkowy sprzęt, dodatkowe godziny pracy. Selekcja matek, kupno dodatkowych rodzin, coroczna wymiana ramek, odkażanie uli, warroza, dodatkowe dokarmianie itd.

W USA niektórzy pszczelarze mają od 2000 do 200 000 uli. Wożą je w lutym tysiące km przez całą Amerykę do Kalifornii na zapylanie drzew migdałowych lub cytrusowych. Pszczółki 2 tygodnie zapylają kwiatki na tysiącach hektarów monokultury i potem przez cały rok nie mają już co robić i jeść. Trzeba je dokarmiać różnymi super ultra pokarmami z kukurydzy i soji. Zawodnik musi kupić kilka traków, nająć ludzi do transportu, zapłacić za tony paliwa. Potem spać przez 2 tygodnie w namiocie lub kampie i pilnować muchy.

Ponieważ drogi i mosty za oceanem są tak dziurawe jak i u nas to dochodzi tam do wypadków, ule trzęsą się, woszczyzna topi się w gorącym słońcu Nevady. Amerykanie wymyślili już plastykowe ramki z plastykową węzą. Pszczółki są w stresie, duszą się, potrzebują kilka dni na przystosowanie się do nowych warunków. Wiele rodzin zeżre warroza, gnilec amerykański lub osypuje się przez zaniedbanie.

5 litrów z ula to otrzymuje u nas pszczelarz chałupnik w swojej przyzagrodowej pasiece z każdej ciosanki czy dłubanki jeśli wyjmie po 2 ramki bio-miodu z rodni na św. Jakuba (1 czerwca) i ten numer powtórzy na św. Piotra i Pawła (29 czerwca). Nie potrzebuje do tego ulików weselnych, wyselekcjonowanej supermatki, specjalnych nadstawek, winidurowej węzy, nierdzewnych narzędzi, sitek, dłutek, miodarki 5-biegowej, odsklepiaczy, topiarek, ramek pracy itd. Wystarczy mu kozik albo śrubokręt, wiecheć słomy na podkurzanie. Nie musi wozić pszczół setki kilometrów na pasieczysko specjalnie resorowanymi przyczepami, wyłapywać reprodukcyjnych trutni, sprawdzać genetycznej rojliwości pszczół. Jak któreś wyroją się to te 5 litrów bio-miodu zawsze wyskrobie z ula. Pszczoły są zdrowe, matula czerwi 5 lat. Chłop ma czas na kielicha i spokojną głowę. Zawsze znajdzie 2 x po godzinie w roku na miodobranie.

Na naiwnych pszczelarzach robią interes tylko kapitaliści produkujący przedziwny sprzęt pszczelarski, super irventy z kukurydzy i buraków. Przemysł farmaceutyczny na wytwarzaniu lekarstw raz na lewą i raz prawą pszczelą nogę.

Gdyby nasze biało czerwone jeździły na rzepak do Portugalii to wtedy trzeba by było dawać im na 5 dniową podróż “kanapki” w postaci Feedbee, bo przecież z samego asfaltu nie zrobią sobie mleczka. Ale nasze pieszczochy żyją w raju nad Wisłą pełną kwiatów od kwietnia do października. To do czego potrzebny im jest sztuczny prowiant witaminowany? One same wiedzą co dobre i smaczne bez uprzejmych hurtowników… Przecież u nas pyłek jest za darmo, o tym wie każda laska…

Nie martwcie się koledzy jeśli wybraliście w tym roku tylko te nędzne 5 litrów miodu z ula. Te 7,5 kg to szczyt szczytów i marzeń każdego super pszczelarza harującego na turbo pszczołach w Ameryce, kraju nieograniczonych możliwości…

A jeśli macie więcej zysku to Wy jesteście supermenami…

PS. Za oceanem na monoplantacje ze względów oszczędnościowych (na wadze i pokarmie) wozi się tylko młode pszczoły ze składańców, odkładów i pakietów, które nigdy jeszcze nie były na pasieczysku i mają czas na “dojrzewanie” w czasie długiej podróży. Stare, lotne pozostawia się swojemu losowi w firmie transportowej.

Pakiety służą jako błyskawiczne dopełnienie do 7-10 korpusowych 100 tysięcznych super rodzin, które nie mają czasu na rozwój w normalnych warunkach na kwiatkach. W czasie miodobrania muchę zdejmuje się odkurzaczami z plastrów, która potem okaleczona kończy swój pracowity żywot przeważnie w worku ze śmieciami…

But the profit is all, and wonderful.

I make money and I’m happy in America.

Kajetan z Obiechowa