Wielce Szanowny Panie Tomaszu,
odkąd wnuk nauczył mnie podstaw Internetu, coraz częściej oglądam Pana filmy i czytam opinie innych pszczelarzy u Pana zamieszczane. Nie zawsze się z nimi zgadzam, ale robi Pan dobrą robotę. Poruszane są u Pana tematy, które gdzie indziej byłyby zakazane.
Nie wiem, czy zamieści Pan mój list. Mam taki niewygodny temat jakim są reklamacje składane hodowcom na sprzedawane matki. Wiem, że błędów nie popełnia tylko ten, który nie robi niczego, ale wiem, że błędy lub szkody należy naprawić. Do tego trzeba być człowiekiem i szanować innych.
Mam dużą pasiekę i na swój użytek od wielu lat hoduję matki. Lubię to robić.
Od jakiegoś czasu w matki reprodukcyjne zaopatruję się poza Polską, bo tak naprawdę od zakończenia wojny nie dorobiliśmy się żadnej wartościowej linii. Testowałem „Karpatki”, Rumunki”, „Kaukaskie”, czy całą gamę matek z Austrii. Ostatnio modny stał się jeden z hodowców z południowozachodnich Niemiec. Podążając za modą kupiłem od niego matki, które okazały się niewypałem. Nie dlatego, że były genetycznie złe. Tego nie zdołałem sprawdzić.
O dostarczone matki dbałem bardziej niż o własne wnuki. Zostały przyjęte.
Jednak po jakimś czasie jedna bez rozpoczęcia czerwienia została wyrzucona z ula. Pszczoły nie założyły mateczników, bo nie miały na czym. Nie została zażądlona, bo była wyciągnięta, niczym foka na lodowej krze. Wniosek z tego, że zmarła, a pszczoły usunęły z ula zwłoki.
Liczyłem na drugą matkę, jednak ta w bardzo rozstrzelony sposób zaczęła czerwić na trutnie. Nie podejrzewam hodowcy o złą wolę, tylko doświadczenie podpowiada, by przyczyny upatrywać w procesie wysyłki, gdzie matki mogły zostać wychłodzone.

Zwróciłem się do hodowcy, a ten potraktował mnie niczym oszusta, który chce go okraść. Mętnie tłumaczył, że reklamację może uznać jego żona, bo ona zajmuje się finansami itp. Problem w tym, że to u niego, a nie u żony zamawiałem matki.
Zrobiło mi się przykro.
Kazał odesłać matkę. Dodatkowo dopłaciłem do zagranicznej wysyłki. Później nie raczył się odezwać. Po kilku e-mailach stwierdził, że odesłana matka pięknie czerwi na pszczoły.
Nie wierzę w bajki, bo na moje ponad 50 lat pszczelarzenia, takich cudów nie widziałem, że matka z trudem czerwiąca na trutnie po wycieczce do Niemiec zaczęła dobrze czerwić.
Później hodowca przestał odpowiadać na moje e-maile, choć wiem od innych pszczelarzy, że im odpowiada i przyjmuje zmówienia. Zniósłbym odmowę uznania reklamacji wyrażoną w innej formie, ale nie ignorowanie i uchylanie się od kontaktów.
Piszę o tym, bo jest mi przykro, że „kolega” pszczelarz innego pszczelarza traktuje dobrze tylko dotąd, dokąd nie dostanie pieniędzy za matki. Jak na moje możliwości emeryta, cena za matki była wysoka, ale bez targowania się zapłaciłem, bo stare przysłowie mówi, że „tanie mięso, to psy jedzą”. Zapłaciłem, straciłem pieniądze i straciłem matki – córki, na których mi zależało. Straciłem coś więcej – wiarę w ludzi. Jak można dla kilkuset Euro robić z siebie ….. .
Nie chcę wymieniać z nazwiska tego hodowcy, ani linii, która on rozprowadza, bo nie o to chodzi. Bardziej chciałbym się dowiedzieć jakie Wy Koledzy mieliście przypadki z reklamacjami? Czy jest wielu hodowców, którzy powinni zamiast w domu mieszkać w chlewie?
Proszę napiszcie, jakie Wy mieliście przypadki z załatwianiem reklamacji.
Zostańcie z Bogiem.
Antoni – pszczelarz