Jechałem pociągiem z Sędziszowa do Krakowa. W Klimontowie wsiadł starszy człowiek około 80 lat.

Zaczęliśmy rozmowę, okazało się, że bratnia dusza, pszczelarz. Zagadnąłem go co robi na warrozę?

– Panie już dawno wypłoszyłem parszywca z pasieki?

Otworzyłem gębę?

– Co robisz Pan?

– Wszystko po trochu – odpowiedział tajemniczo uśmiechając się 1 zębem.

– Nie popuszczę ci – pomyślałem i zacząłem ciągnąć go za język.

– Dymem, dziadostwo, dymem – opierał się

No i w końcu puścił parę. Rozpala podkurzacz i pcha dym przez wlotek do ula. Rano daje biały papier na dennicę a potem wkłada piołun do podkurzacza. Puszcza 10 dymków na ramki.

W południe dmucha kolejne 10 dymków z pokrzywy. Przed wieczorem znowu rozpala ogień i kadzi, ale już sosnową żywicą. Na drugi dzień owija kija skrawkiem szmaty, macza w denaturacie i wkłada przez wlotek na dennicę.

Na trzeci dzień powtarza kurację z piołunem, pokrzywą i żywicą.

Czwartego dnia wyjmuje papier z warrozą i kuracja zakończona.

– W końcu co pomaga na tę warozzę? – zapytałem nieśmiało.

– Panie, a żebym to ja wiedział? Robię tak bo mi raz wyszło i dalej wychodzi a teraz boję się przestać.

Podkreślam, dziadek był trzeźwy i robił wrażenie normalnego…

Trzeba przetestować dziadka fachowca – pomyślałem. No i puściłem mu nawijkę.

–W tym roku słabo pszczoły nosiły?

– Jak słabo, u mnie, jak zawsze? – skrzywił się stary. Ja tam zawsze wybieram to samo.

To co pan robi?

Ja tam nie bandyta, od dawna nie okradam pszczół ino z nimi się dzielę? Przez to nie muszę podkarmiać ich na zimę.

– Stary znowu kręci… – przeleciało mi pod grzywką.

– To co im pan daje?

– Ja mam taki sposób. Po 20 maja do 20 lipca wyciągam co tydzień po jednej nadstawce zasklepionego miodu i wkładam na to miejsce ramkę z węzą albo woszczyzną. Popatrzyłem na niego.

– Tak, tak 8 razy w roku wybieram miód. Zgłupiał stary.

Ludzie wybierają miód 1 raz albo 2 razy a ja po jednej ramce 8 razy. Pszczoły nie nerwowe a ja mam tyle ile chcę. One ciągłe mają cały miód a ja tylko 1 ramkę.

– No a jak w czerwcu chcą się wyroić? – przerwałem jego wywody

– U mnie nie mają prawa. Ja daję im zawsze robotę. Jak nie ma kwiotków to wyjmuję ramki z miodem z gniazda i przekładam do miodni, a na ich miejsce daję trochę zaczętę z miodni do gniazda. Wtedy pszczoły robią jak opętane przenoszą z góry na dół i nie nudzą się.

Nie mogłem nadąrzyć za pokrętnym dziadkiem.

– Szkoda miodu, przecież czerw zeżre wszystko?

– Pszczoły nie mają miodu na rójkę, ale mają robotę. Kwitną następne kwiaty to ja znowu zabieram im pełną ramkę.

– No ale 8 raz trzepać miód w roku?

– Dej spokój, nie trzeba trzepać?

– W magazynku składam przez 3-4 tygodnie wyciągnięte ramki i trzepię wszystkie za jednym razem. – Takie kombinacje? – podrapałem się po głowie.

– Przecież pszczoły na dziko też nie są podkarmiane a umią się gospodarzyć i przezimują same bez naszej pomocy. To i ja nie muszę ich podkarmiać.

– To ile pan tak podbierze?

– No, 15 litry z ula to mam zawsze, a czasem to i lepiej – wycedził

– Pszczoły zdrowe, same się wykarmią, bez mojego cukru.

Pociąg zbliżał się do Słomnik, dziadek musiał wysiadać.

Nie wiem co o tym myśleć, może stary ściemniał a może nie?

– No a co pan robi na wiosnę, jakie podkarmianie?

– Rozpędzam je tak: maczam patyk w rzadkim miodzie i wpycham do wylotka zawsze w południe. Co to jest jak na 30 uli dam im 2 litry miodu? – ruszył ramionami

– Szkoda, że muszę już wysiadać opowiedziałbym ci jak hoduję matki na żarówce 25W.

– Co? – krzyknąłem niedowierzając.

– Tak na dwudziestcepiątce można wygrzać mateczniki, no muszę już wysiadać, pomachał ręką i tyle go widziałem.

Chciałem wyskoczyć za nim.

Do samego Krakowa myślałem o tym starym bziku i postanowiłem pojechać do Klimontowa, i odszukać starego.
Kajetan z Obiechowa